Producenci
Promocje
Stymulator Pro 2 Generation 3 Connect App Black Satisfyer
Stymulator Pro 2 Generation 3 Connect App Black Satisfyer

363,00 zł

Cena regularna: 422,00 zł

Najniższa cena: 422,00 zł
szt.
Pakiet ebook Sex Oralny + E book Sex analny  GRATIS
Pakiet ebook Sex Oralny + E book Sex analny GRATIS

206,40 zł

Cena regularna: 258,00 zł

Najniższa cena: 258,00 zł
szt.
Wibrator Vibes Master Nature Satisfyer
Wibrator Vibes Master Nature Satisfyer

220,51 zł

Cena regularna: 269,51 zł

Najniższa cena: 269,51 zł
szt.
Wibrator Vibes Charming Smile Lilac Satisfyer
Wibrator Vibes Charming Smile Lilac Satisfyer

220,00 zł

Cena regularna: 269,00 zł

Najniższa cena: 269,00 zł
szt.
Wibrator Do Łechtaczki Vibes Power Flower Red Satisfyer
Wibrator Do Łechtaczki Vibes Power Flower Red Satisfyer

220,00 zł

Cena regularna: 269,00 zł

Najniższa cena: 269,00 zł
szt.
Wibrator Do Punktu G Vibes Petting Hippo Fuchsia Satisfyer
Wibrator Do Punktu G Vibes Petting Hippo Fuchsia Satisfyer

220,00 zł

Cena regularna: 269,00 zł

Najniższa cena: 269,00 zł
szt.
Seks zaczyna się w głowie - ebook
Seks zaczyna się w głowie - ebook

55,00 zł

Cena regularna: 89,00 zł

Najniższa cena: 89,00 zł
szt.
PAKIET MINIBOOK
PAKIET MINIBOOK

149,00 zł

Cena regularna: 232,00 zł

Najniższa cena: 232,00 zł
szt.
Lubrykant Wodny Naughty Nectarines Flavored 60Ml Intimate Earth
Lubrykant Wodny Naughty Nectarines Flavored 60Ml Intimate Earth

71,78 zł

Cena regularna: 74,00 zł

Najniższa cena: 74,00 zł
szt.
Lubrykant Wodny Fresh Strawberries Flavored 60Ml Intimate Earth
Lubrykant Wodny Fresh Strawberries Flavored 60Ml Intimate Earth

71,78 zł

Cena regularna: 74,00 zł

Najniższa cena: 74,00 zł
szt.
Lubrykant Wodny Wild Cherries Flavored 60Ml Intimate Earth
Lubrykant Wodny Wild Cherries Flavored 60Ml Intimate Earth

71,78 zł

Cena regularna: 74,00 zł

Najniższa cena: 74,00 zł
szt.
Lubrykant Cheeky Apples Natural Flavors Glide 60Ml Intimate Earth
Lubrykant Cheeky Apples Natural Flavors Glide 60Ml Intimate Earth

71,78 zł

Cena regularna: 74,00 zł

Najniższa cena: 74,00 zł
szt.
Paczkomaty InPost
Paczkomaty InPost
Moja ksiązka "Kusicielka Diabła" Rozdział II 0
Moja ksiązka "Kusicielka Diabła" Rozdział II

Rozdział II

Obecnie

 

Czerwony garnitur od Hugo Boss, spodnie cygaretki, biała jedwabna koszula oraz czarne szpilki od Jimmy Choo. To moja zbroja którą nosze każdego dnia od prawie pięciu lat. Na całym świecie ludzie noszą różne maski, moja wygląda właśnie tak. Lubię czerwień i czerń. Kolory przypominają mi o przeszłości oraz o tym kim jestem teraz. Czerwień … ilość wylanej krwi. Czerń … bo takie jest teraz moje serce i dusza.

Długie blond włosy związuje w wysoki kucyk, czerwoną pomadką maluje usta, ok gotowe. Chwytam kopertówkę i opuszczam garderobę. Schodzę po schodach na dół gdzie Wanda już czeka na mnie ze śniadaniem. Stukot moich szpilek rozchodzi się po marmurowej posadzce. Odbija się od zimnych gołych ścian. Kiedyś myślałam że będę miała w takim miejscu ramy ze zdjęciami. A na zdjęciach ja i moje dzieci, kochający mnie mąż. Zatrzymuje się na schodach. Znów dopadają mnie te durne myśli…. Wdech i wydech …. No już uspokój się. Jeszcze raz, wdech i wydech. Uspokajam się i schodzę dalej, po czym kieruje się do kuchni. Od progu Wanda wita mnie promiennym uśmiechem.

- dzień dobry Pani Ritko, jak co dzień owsianka z masłem orzechowym. Proszę usiąść i wcinać moje dziecko - uśmiecha się do mnie podsuwając talerz ze owsianką.

Wanda została ze mną, nie opuściła mnie. A …no tak, przecież nie znacie Wandzi. Jest to moja jedyna rodzina która mi została. Rodzina … hmm w sumie w naszych żyłach nie płynie ta sama krew, ta kobieta była naszą gosposią. Jej zeznania potwierdzające fakt że mąż się nade mną znęcał, pomogły mi się rozwieść już na pierwszym posiedzeniu sądowym. Obca kobieta a jest mi jak matka. Żałosne co ? Jedyna osoba której na mnie zależy jest totalnie obcym mi człowiekiem. Ale czasem tak jest lepiej.

- cześć Wandziu, ile razy mam ci powtarzać żebyś mówiła mi na Ty. - Nie wiem ile razy mam powtarzać tej kobiecie, ale ona i tak robi po swojemu. siadam na wysokim hokerze przy blacie wyspy kuchennej. Tutaj też panuje chłodny minimalizm. Fronty zabudowy kuchennej są czarne, blaty także. Natomiast wszystkie dodatki począwszy od ekspresu do kawy, po obicia krzeseł noże oraz garnki, są krwisto czerwone. W kuchni znajduje się ogromne okno, które Wandzia ozdobiła własnoręcznie haftowaną firanką w grzybki. kurwa czujecie to ? to jedyna "ciepła rzecz" w tym pomieszczeniu.

- Pani Ritko jestem w pracy, więc jest dla mnie Pani moim pracodawcą. Po pracy będziesz moją Ritką. Tak już jest i będzie moje dziecko - uśmiecha się do mnie, puszcza mi oczko i wychodzi z kuchni zostawiając mnie samą.

Kręcę tylko głową, kocham te kobietę. Kończę śniadanie odstawiam naczynie do zmywarki i ruszam do wyjścia. Zatrzymuje się na holu i rozglądam się po moim domu. Nabieram głęboko powietrza w płuca i oddycham z ulgą. Nie zostałam w starym domu który dzieliłam z mężem. Kazałam go spalić. Tak dobrze słyszycie, spalić. Kiedy mój stary dom  jarał się jak dziadka stodoła, ja obserwowałam to z bezpiecznej odległości sącząc whisky single malt, i paliłam blanta. Patrzyłam jak ogień trawi wspomnienia aż po sam dach. To był pierwszy krok jaki uczyniłam, po moim wyjściu z psychiatryka. Zajebiste uczucie, polecam. Chwytam kluczyki do mojego Mustanga GT poprawiłam marynarkę i wychodzę. 

Zostałam w Gdańsku, nie wyprowadziłam się z tego miasta, z dwóch powodów. Pierwszym jest Wanda, a drugim to że nie mogłam tego zrobić. Zapytacie dlaczego. Ha no właśnie. Klienci oraz partnerzy biznesowi mojego ex męża mi na to nie pozwolili.

Zostałam  zmuszona przejąć schedę po moim mężu, albo dostałabym kulkę w łeb. Ale zanim by mnie zastrzelili, zabili by Wandę na moich oczach. Nie byłam z tego powodu zadowolona, ale ułatwiło mi to poniekąd w realizację mojego planu wykańczania każdego skurwysyna zasługującego na powolną mękę. Nowe znajomości pomagały mi dostać się do życia prywatnego każdego z tych parszywców. Ale o tym potem.

 Ten świat rządzi się własnymi prawami. Jak już raz w to wdepniesz czy to z wyboru czy nie, to już się od tego nie uwolnisz. Wszystko albo nic. Postawiłam więc na wszystko.

Mariusz czyli mój ex skurwiel mąż, od lat prowadził największa firmę transportową w Gdańsku. Logistyka to kwiat biznesu na wybrzeżu. Teraz tym kwiatem rządzę ja Rita Kowalczyk. Nie miałam bladego pojęcia o prowadzeniu tego typu biznesu, nie miałam żadnego wykształcenia. O to akurat zatroszczył się mój ex. Niewykształcona bez przyszłości młoda kobieta była łatwym towarem do manipulacji. 

Przyśpieszony kurs zarządzania transportem lądowym, morskim oraz lotniczym, otrzymałam od a  tfu „partnerów” mojego byłego męża. Wysłali któregoś dnia do mnie  swojego człowieka, który oznajmił mi że mam się o nic nie martwić bo on wprowadzi mnie w temat. Zrobił to, i to wzorowo. Ale chciałam więcej. Zawzięłam się, zrobiłam maturę, potem poszłam na studia. Było ciężko, w cholerę ciężko. Ale zaliczałam każdy egzamin raz po raz. I koniec końców, zdobyłam duplom.

 W oczach moich „partnerów” nie mogłam być dłużej  postrzegana jako „to popychadło od Mariusza”. Jeśli już mam w tym siedzieć, to muszę to zrobić jak należy. Dzięki tym krokom, zyskałam w oczach wszystkich. Nie tylko moich partnerów ale i pracowników.

Kiedy dojeżdżam do biurowca „Cova in Corporation” gdzie mieści się siedziba główna teraz już mojej firmy, dzwoni moja komórka. To mój asystent. Kurwa na bank coś się stało, on nigdy do mnie nie dzwoni bez powodu. Przyciskam zieloną słuchawkę na panelu

- co się dzieje ?? – pytam od razu

- Pani Rito bo … przyszli Ci Panowie od Pana Vadima. – odpowiada zakłopotany, i od razu milknie. Marcel mój asystent to delikatny chłopak, bardzo sumienny i oddany pracy. Zawsze mogę na niego liczyć, nawet gdy zadzwonię w środku nocy bo mi się coś przypomni. Przystojny blondyn o czarnych oczach. Uśmiech jak u męskiej wersji Sandry Bullock. I rzecz jasna, woli penisy.

- Posadź ich w Sali konferencyjnej, jestem już na miejscu. Będę za 5 minut. – kurwa ci to zawsze mają wyczucie czasu. Vadim to szef Rosyjskiej braci. Najgorszy z najgorszych bydlaków jaki kiedykolwiek stąpał po tej ziemi. O jego bestialstwie krążyły legendy. Przyznaje bałam się go. Szczególnie po tym jak osobiście widziałam go w akcji,  katował własnymi rękami kobietę która rzekomo dopuściła się zdrady braci. Na nic się zdały jej błagania. Kopanie bicie pięściami, gwoździe wbijane w palce u stóp, ściąganie skalpu, kiedy mdlała cucili ją zastrzykiem z adrenaliny,  gwałt zbiorowy wykonany przez jego ludzi, a na koniec kulka w łeb. Tak załatał sprawy Vadim. Jego ludzie nie byli lepsi. Nigdy bym nie chciała się znaleźć na jego celowniku, i dosłownie i w przenośni.

Zaparkowałam na swoim miejscu, chwyciłam torebkę z siedzenia pasażera i ruszyłam do windy. Kiedy znalazłam się na piętrze gdzie mieściła się sala konferencyjna, skarciłam się w myślach

Wyluzuj  to twoje imperium, jesteś pieprzoną królową nikt ci nie może podskoczyć. Już nie.. Z za rogu doskoczył do mnie mój asystent. Sprawnymi ruchami pomógł mi ściągnąć marynarkę, zabrał mi torebkę poprawił moje włosy.

- Pani Rito, Panowie już się zniecierpliwieni. Zaraz przyniosę kawę, proszę już iść do gości. – wskazał mi ręką stronę w którą mam się udać.

- dzięki Marcel jesteś wielki.- puściłam mu w powietrzu buziaka. Idąc do  Sali konferencyjnej założyłam wyimaginowaną maskę zimnej suki. Wytarłam spocone ręce w spodnie, i chwyciłam za klamkę. Przekroczyłam próg już jako nowa ja, nowa Rita.

- czemu zawdzięczam tę niemiłą wizytę Panowie. – czterech kafarów Vadima siedziało rozwalonych na krzesłach niczym lordowie. Każdy z nich łysy, ubrani jak na Rosjan przystało, skórzane kurtki sprane jeansy i lakierowane buty. Złoto błyszczało im się na każdej dłoni, blizny na twarzach niektóre nawet całkiem świeże. Zapach duszących perfum unosił się w powietrzu. Poczułam się jakbym była w Sephorze z bardzo brzydkimi ekspedientkami. Zero gustu i klasy, boże.

Taksowali mnie wzrokiem jakbym była soczystą antylopą w pokoju pełnym lwów. Nie oszukujmy się… byłam nią.

- Szef ma do ciebie sprawę, chce się spotkać osobiście. Mamy cię do niego zawieść … teraz.

Przełknęłam ślinę. Cholera Vadim… nie, nie, nie tylko nie on. Wycofaj się, uciekaj, myśl, myśl, myśl.

- Panowie nie wiem czy wiecie ale tu się pracuje. Powiedzcie Panu Vadimowi że jeśli chce się spotkać może przyjść do mnie osobiście. A teraz bardzo przepraszam ale mam zaraz ważne spotkanie. – już chciałam się cofnąć do drzwi kiedy jeden z łysoli doskoczył do mnie i zagrodził mi drogę swoim wielkim ciałem. Nie dając się zastraszyć spojrzałam hardo w górę, prosto w jego oczy.

- Pan Vadim nie prosi, Pan Vadim żąda. – zaczął ale przerwał mu drugi, który już stał za moimi plecami. Poczułam się jak w potrzasku.

- albo pójdziesz z nami po dobroci albo wyniesiemy cię stąd siłą, wtedy na pewno zrobimy niezły show, prawda słodziutka ?  - wymawiając ostatnie słowo zbliżył swoją parszywą mordę do mojego ucha, poczułam tytoniowy smród z jego ust. Chryste co on pali. Szybkim ruchem rąk odepchnęłam obu na boki.

- dobra ! pójdę ! dajcie mi chwilę. Musze przełożyć spotkania i zabrać moje rzeczy.

Otrzepałam niewidzialny kurz z koszuli i ruszyłam w stronę wyjścia. Szybkim krokiem dotarłam do recepcji gdzie siedział Marcel

- przełóż moje  dzisiejsze spotkania na jutro, muszę wyjść. – powiedziałam chwytając za marynarkę wiszącą na wieszaku za krzesłem Marcela.

- pani Rito wszystko ok ? mam kogoś powiadomić ? – już chwytał za słuchawkę, kiedy nagle jeden z ludzi Vadima wyrwał mu ją z rąk.

- nikogo nie musisz powiadamiać pedale, Pani Rita ma spotkanie na mieście.

Zaaaaraaaz. No nie, teraz to mnie wkurwił.

- hej ! – rzuciłam marynarkę i torebkę na podłogę, doskoczyłam szybko do człowieka Vadima i uderzyła go z otwartej ręki prosto w twarz. Zdezorientowany patrzył na mnie z niedowierzaniem. Nie spodziewał się tego, szczerze ? ja też . Co ja wyprawiam ?

Stanęłam na palcach aby patrzeć mu prosto w oczy, wycelowałam w niego palcem wskazującym i wysyczałam przez zaciśnięte zęby.

- jeżeli jeszcze raz łysy skurwielu usłyszę takie słowa skierowane do którego kolwiek z moich ludzi, przysięgam że osobiście wsadzę ci w dupę bejsbola i będę cię nim ruchać tak długo że będziesz marzył aby to był Marcel a nie JA !

Łysy już podnosił rękę aby mi oddać kiedy nagle z za moich pleców rozległ się dźwięk powolnego klaskania. Łysole spojrzeli w kierunku skąd dochodził dźwięk, i spięli się.

 Klap, kalp , kalp

- brawo, brawo no przedstawienie pierwsza klasa, nie doceniałem cię devochka

Vadim kurwa jego we własnej osobie mać. Zimny pot oblał moje plecy. Przełknęłam ślinę. Ubrany w czarny garnitur czarną koszule bez krawata, jego kark i szyje zdobiły wytatuowane kruki. Wysoki Rosjanin zmierzał powolnym krokiem w swoich lakierowanych butach w moją stronę uśmiechając się jednym kącikiem ust. Miał ładne kształtne usta. Ale oczy…. Miał oczy anioła którym z pewnością nie był. Lucyfer we własnej osobie. Vadim nie wyglądał na zbira, wyglądał raczej jak przystojny biznesmen nawet pomimo swoich tatuaży. Zawsze peszyła mnie jego obecność gdy pojawiał się na spotkaniach. Bałam się go ale i byłam ciekawa tego człowieka. Sam osobiście nigdy nie potraktował mnie w zły sposób. Zawsze był grzeczny i szarmancki. Okazywał mi uwagę i szacunek, czyli dawał mi to czego nigdy nie dostałam od żadnego mężczyzny. Może dlatego zaczynałam mieć do niego słabość. Hej, no co. W końcu byłam w psychiatryku co za tym idzie nie jestem normalna, pozwijcie mnie.

 Stałam jak słup soli  czekając co wydarzy się dalej. Podszedł do mnie chwycił moją dłoń którą spoliczkowałam jego człowieka, i ucałował ją delikatnie. Kiedy jego usta dotknęły mojej skóry, przeszedł mnie dziwny dreszcz, i nie wynikał on ze strachu. Vadim spojrzał mi prosto w oczy swoimi lodowymi tęczówkami. I zastygł.  Kurwa wyczuł to?, pomyślałam. Odchrząknął puścił moją rękę.

- Wiedziałem że moi ludzie będą mieli problem z tym aby cię do mnie przyprowadzić, więc pofatygowałem się sam. Doceń to. – rozejrzał się po holu i dodał

- Może udamy się w ładniejsze miejsce i porozmawiamy o interesach ? – odchylił się i wskazał dłonią w stronę wind.

Odchrząknęłam

- oczywiście, prowadź. – kucnęłam po leżącą na podłodze marynarkę i torebkę, poprawiłam koszulę i ruszyłam z dumnie uniesioną głową w stronę wind wyprzedzając Vadima. Czułam jego wzrok na tyłku który palił moje pośladki. Strach mieszał się z podnieceniem. Kurwa co się ze mną dzieje ! skarciłam się w myślach. Próbując opanować drżenie rąk mocniej ścisnęłam rzeczy które trzymałam w dłoniach. Drzwi windy się otworzyły, weszłam Vadim zaraz za mną, i stanął za moimi plecami. Gestem dłoni zatrzymał swoich ludzi którzy chcieli do nas dołączyć. Drzwi winy zamknęły się a ja poczułam Vadim. Mówiąc że go poczułam , mam na myśli naprawdę że poczułam kurwa Vadima. Jego erekcja wbijała mi się w krzyż. Ścisnęłam trzymaną w dłoniach marynarkę i torebkę jeszcze mocniej.  Schylił się i lekko polizał płatek mojego ucha i wyszeptał.

- wiem co robisz po godzinach z tymi bogatymi frajerami Rita devochka. – Wie ? kurwa niby skąd ? śledzi mnie ? – pomyślałam.

- Teraz już wiem dlaczego oni wszyscy tracą dla ciebie głowę. Wpadają w Twoje sidła jak jebane ślepe muchy – Ręką sunął po moim boku, zatrzymał dłoń na pośladku i go ścisnął. Co jest ?!

- jesteś jak zakazany owoc słodki, piękny delikatny ale kurewsko trujący.  Chcę się przekonać o co tyle szumu. Czemu pozwalają sobie na utratę kontroli. Czemu pozwalają sobie to wszystko robić

 

Językiem sunął od ucha po moją szyje. Dłoń która spoczywała na moim pośladku, sunęła w górę do moich piersi. Chwycił jedną pierś zaraz potem drugą i ugniatał je mrucząc mi do ucha coś po rosyjsku. Kilka guziczków koszuli rozpięło się z powodu tego ruchu. Pachniał jak słodki grzech.

Wciągnął nosem mocno powietrze łapiąc w nozdrza mój zapach. Po karku przeszły mi ciarki.

- wiśnie… aż bardziej mi staje.

Kroczem ocierał się o mój tyłek. Jestem pewna że gdyby nie nasze ubrania, to już rżnął by mnie od tyłu. Nie rozumiałam reakcji swojego ciała. Od lat się tak nie czułam. Podniecenie… to uczucie stało mi się obce już lata temu. A tutaj proszę, no pięknie Rita. I to z taką gnidą. Nagle chwycił mnie za ramiona odwrócił w swoją stronę. Ruch był tak gwałtowny że trzymane przeze mnie  w dłoniach rzeczy, upadły na podłogę windy. Zdezorientowana i odurzona pieszczotami spojrzałam na niego pytająco. Chwycił sprzączkę paska zaczął ją rozpinać. Co on …

-  Na kolana.

No Kurwa, jestem w dupie.

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl